Moja kochana Babcia

Z zaskoczeniem, ale i z dumą, dowiedziałem się ostatnio o nadaniu w lipcu 2011 r. mojej Babci Jadwidze Waszczuk pośmiertnie tytułu „Sprawiedliwy wśród Narodów Świata”. Nie znam procedury przyznawania tego tytułu przez Yad Vashem, ale wiem teraz, że odbyło się to na wniosek uratowanej przez Babcię pani Biny Hacohen (z domu Edzia Szpilman). Niestety, to zaszczytne wyróżnienie nie odbiło się jakimś większym echem w ogólnopolskich mediach, dlatego chciałbym przybliżyć postać Babci.

Pochodziła z typowej dla Podlasia zasiedziałej drobnej szlachty. Buczyńscy, herbu Lubicz, otrzymali na początku XV wieku za jakieś wcześniejsze zasługi rycerskie nadanie od księcia Witolda – wieś Buczyn w parafii Kosów Lacki. Buczyn, zwany z czasem Buczynem Szlacheckim, to do dziś ich gniazdo rodowe. Swoje dobra mieli także w sąsiednich wsiach Ratyńcu i Zalesiu, w którym to w 1901 urodziła się Babcia z ojca Franciszka Buczyńskiego i matki Stefanii Leszczyńskiej. Leszczyńscy, herbu Wieniawa, to równie stara szlachta zaściankowa z niedalekiej Leszczki.

Tu są ich korzenie
Niewiele już pamiętam z opowieści Babci z jej czasów dzieciństwa i młodości. Zapamiętałem tylko atmosferę tych czasów rodem z „Pana Tadeusza”, szable wiszące na ścianie i nie raz powtarzane zdanie, że wywodzi się z tej samej rodziny, co król Polski. Wówczas nie traktowałem tego zbyt poważnie. Jednak, gdy z czasem zainteresowałem się dziejami rodziny, przekonałem się, że tak rzeczywiście było. Podlascy Leszczyńscy osiadli tu od początków XV wieku, to boczna linia wpływowych i majętnych Leszczyńskich z Wielkopolski, z których pochodził król Stanisław Leszczyński.

Małżeństwo Babci z młodym i, jak do dziś się wspomina, bardzo przystojnym sąsiadem z Zalesia Czesławem Waszczukiem, pochodzącym z zamożnej miejscowej rodziny chłopskiej, uznano w okolicy za mezalians i skandal. Być może było to jedną z przyczyn, że po urodzeniu piątki dzieci – Kazimiery (zwanej Danutą), Stefana, Eugeniusza, Jana i Alinki, cała rodzina przeniosła się w latach trzydziestych do Węgrowa, gdzie z dużym sukcesem Waszczukowie prowadzili sklep bławatny, czyli tekstylny. Wydaje się, że było to ich powołanie. Klientów nie brakowało. Szybko wyrobili sobie opinię firmy solidnej i uczciwej. Powodziło im się dobrze, a dziadek rozpoczął budowę dużej i reprezentacyjnej kamienicy w Warszawie na Grochowie. Już wtedy Babcia znana była z tego, że nikomu nie odmawiała pomocy.

Ryzykowała życiem
Tak też i było w 1942 roku, w nocy poprzedzającej likwidację węgrowskiego getta, gdy o taką pomoc zwróciły się do Babci ścigane przez Niemców dwie żydowskie sąsiadki - żona i córka miejscowego fotografa Altera Szpilmana. Młodsza z nich, Edzia, była szkolną koleżanką mojej mamy Danuty. Babcia je przebrała, przenocowała i zorganizowała im jakieś dokumenty, dzięki którym mogły uchodzić za Polki i przeżyć wojnę. Babcia zanosiła też jedzenie i opiekowała się zniedołężniałą babką Szpilmanową, która po ucieczce rodziny ukrywała się na strychu ich dawnego domu i tam zmarła śmiercią naturalną. Trzeba tu pamiętać, że wszelka pomoc ukrywającym się Żydom karana była przez władze niemieckie śmiercią całej rodziny. Po wojnie Edzia, studiując w Warszawie medycynę, mieszkała w mieszkaniu Babci, nie płacąc za mieszkanie i wyżywienie. Przyjaźniła się z moją mamą Danutą. Po skończeniu studiów wyjechała z Polski. Mama próbowała się potem z nią skontaktować, ale bez skutku.
Wiem, że nie był to jedyny przypadek pomocy moich dziadków dla represjonowanych przez Niemców, a potem przez władze komunistyczne. W podobny sposób jak w opisywanym przypadku Babcia uratowała jeszcze jakichś innych, nieznanych jej Żydów, ściganych na ulicach Węgrowa. Babcia ich szybko przebrała, tak aby wyglądali na domowników, posadziła do stołu razem z własnymi dziećmi, i gdy pościg wpadł do domu, skierowała go w inną stronę. Uciekinierzy przenocowali i rano udali się do lasu. Ich dalsze losy są nieznane.

Są gdzieś w świecie
W latach dziewięćdziesiątych kilka osób mówiło mi, że w jednej z gazet ukazał się wywiad z pewnym pochodzącym z Węgrowa Żydem z Kanady, w którym wspominał, że w czasie wojny życie mu uratował Czesław Waszczuk, mój dziadek. Próbowałem znaleźć ten tekst w bibliotece, ale wobec ogromu materiału to praca nad moje siły. Ale gdy roczniki prasowe z tych lat zostaną zdygitalizowane i udostępnione, będzie to na pewno możliwe.
Kazimierz Karlsbad, znany na Podlasiu dowódca partyzancki, kolega Danuty ze szkoły w Węgrowie i Stefana z Armii Krajowej, w swojej wydanej w Kanadzie autobiografii wspomina, że gdy zaraz po wojnie prześladowany przez UB nie miał się gdzie podziać, to gościny udzielili mu Waszczukowie w swoim domu na Grochowie. A gdy zdecydował się uciekać nielegalnie z kraju, otrzymał od Babci znaczne wsparcie finansowe.
Gdy zaraz po wojnie zmarł Czesław Waszczuk, Babcia sama podjęła się wykończenia rozpoczętej przez dziadka budowy domu w Warszawie. Czasy były bardzo ciężkie, ale dzięki niezwykłej energii i uporowi udało się jej to. Dom był reprezentacyjny i nietypowy dla robotniczego Grochowa – przestronne, duże mieszkania, nowoczesne na tamte czasy okna, centralne ogrzewanie.

Dla władz – wróg ludu
Ale, niestety, wkrótce po wynajęciu mieszkań dom bezprawnie znacjonalizowano. Babcia do końca życia czuła się jego właścicielką, np. w czasie remontów dozorowała robotników i egzekwowała od nich prawidłowe wykonanie pracy. Walczyła z administracją, ciągle próbowała odzyskać dom. Pomagali jej w tym moi rodzice, np. w archiwum domowym mam stos pism do różnych urzędów pisanych ręką mojego ojca Mariana. Niestety, Babcia nie dożyła zwrotu domu, który wywalczyła dopiero w wolnej Polsce jej najmłodsza córka Alina.
Mimo nacjonalizacji udało się rodzinie zachować w domu trzy mieszkania lokatorskie - kawalerkę Babci i dwa dwupokojowe mieszkania obu córek z rodzinami. Przez pierwszych kilkanaście lat do wszystkich trzech mieszkań dokwaterowano nam przymusowych sublokatorów. Warunki były ciężkie, wspólna kuchnia i łazienka, ale jakoś się żyło. Jako były kamienicznik Babcia była dla władz wrogiem ludu. Nie miała szans na dobrą pracę, do niewielkiej renty dorabiała chałupnictwem, a tym co zarobiła, dzieliła się z potrzebującymi, często nieznajomymi. Nazywało się to pożyczką, ale tylko niewielka część pożyczonych pieniędzy do niej wracała. Babcia się tym nie przejmowała.

Głowa rodziny
Z dzieciństwa pamiętam Babcię jako skuteczną obrończynię przed złością mamy za jakieś chłopięce wybryki. Scenariusz był zawsze taki sam. Mama wyciągała pas, my z bratem Witoldem chowaliśmy się za Babcią, która nas osłaniała przed razami. I na tym się kończyło. Teraz myślę, że był to taki wybieg obu pań. Bicia nie było, a efekt pedagogiczny zostawał osiągnięty. Zresztą Babcię mieliśmy na co dzień. Jak pamiętam, zawsze stołowała się u naszej mamy Danuty i mimo, że miała własne mieszkanie, spędzała u nas całe dnie. Cicha, pogodna, nikomu nie przeszkadzała i nie wtrącała się w sprawy innych, z wyjątkiem oczywiście spraw związanych z nasza kamienicą. Wtedy wracała jej energia i siła przebicia. No i pięknie opowiadała o czasach swojej młodości. Pamiętam wspólne Wigilie zawsze organizowane u nas w mieszkaniu przez mamę Danutę, która z czasem przejęła od Babci rolę głowy rodziny. Pamiętam jak razem z moim ojcem Marianem śpiewali w duecie kolędy. A repertuar mieli przebogaty…

MAREK STRASZ
autor jest synem Mariana i Danuty z Waszczuków, wnukiem Jadwigi Waszczuk

NA FOTOGRAFII: Jadwiga Waszczuk (1901-1988) - zdjęcie wykonane przez Altera Szpilmana z Węgrowa.

Tekst ukazał się w Życiu Siedleckim z 10 lutego 2012 r.

 

Joomla Templates and Joomla Extensions by ZooTemplate.Com
Zobacz także

» Szkolenie liderów programu „Mazowiecka Akademia Seniora”

29 października w sali konferencyjnej Komendy Miejskiej Policji w Siedlcach odbyła się II edycja szkolenia liderów programu „Mazowiecka Akademia Seniora”. W szkoleniu tym udział wzięli...

» Projekt zakończony

Jedna z największych inwestycji, jakie miały ostatnio miejsce w Węgrowie, została zakończona. To projekt związany z rozbudową oczyszczalni ścieków, budową i rozbudową sieci kanalizacyjnej...

» Wydma musi pozostać

Rada gminy w Sadownem postanowiła utworzyć użytek ekologiczny pod nazwą „Wydmy zielenieckie”. Ma ponad 9 ha powierzchni i znajduje się wokół miejscowości Zieleniec. Jaki jest cel...

» Bezpieczna droga do szkoły

W Szkole Podstawowej w Węgrowie w ramach „Bezpiecznej drogi do szkoły” odbył się konkurs rysunkowy oraz pogadanka na temat bezpieczeństwa.

» Kandydaci czekają na wybór

Minął termin rejestracji kandydatów, którzy ubiegają się o stanowisko wójta w gminach powiatu węgrowskiego. Wcześniej zarejestrowano 163 osoby, które chcą zostać radnymi...

Dodaj komentarz

Komentarze zawierające wulgaryzmy, naruszające dobra osobiste, niezgodne z normami życia społecznego nie będą publikowane