REKLAMA

Jak umarł Zbigniew T. z ul. Dreszera?

11:45, 16.03.2017 | MT, Fot. AS
REKLAMA
Skomentuj

Mieszkali i pili razem. Alkohol przelewał się w tym domu bez umiaru. Teraz Zbigniew T. nie żyje, a Marcin W. nie przyznaje się do uduszenia kompana od butelki.  

Wczoraj, 15 stycznia, odbyła się kolejna rozprawa dotycząca nagłej śmierci w wyniku uduszenia, do jakiej doszło w nocy z 17 na 18 października w jednym z mieszkań przy ul. Dreszera w Siedlcach.

Noc, podczas której zapadła cisza
Co wydarzyło się tej feralnej nocy? Jedna z sąsiadek - jak zeznała przed sądem - wracając z pracy zastała leżącego na klatce schodowej Zbigniewa T. Był ewidentnie pijany, coś bełkotał. Powiedziała mu, że to nie jest miejsce do spania i jeżeli się stąd nie zabierze, wezwie policję. W opuszczeniu korytarza pomógł Zbigniewowi Marcin W. Chwycił go pod pachy i wciągnął do lokum, w którym razem egzystowali (mieszkanie Marcina zostało bowiem zlicytowane i nie miał gdzie się zatrzymać). – Nie zadawał mu żadnych ciosów – świadek opowiadała o tym, co zobaczyła przez wizjer. Czy potem doszło w mieszkaniu do rękoczynów? Kobieta nie słyszała nic, co by mogło o tym świadczyć. Innych wrażeń słuchowych doznał jednak sąsiad z mieszkania znajdującego się piętro niżej. Jak zeznał, wieczorem słyszał odgłosy awantury, groźby pobicia i uderzenia. Odwiedził nawet hałaśliwych lokatorów, by upomnieć się o ciszę. Wówczas kątem oka dostrzegł leżącego na podłodze mężczyznę. Jak wrócił do siebie, usłyszał dwa uderzenia w podłogę i cisza zapadła. Rano Zbigniew T. był martwy, a policja zatrzymała oskarżonego o zabójstwo Marcina W.

Wojskowy człowiek w sidłach nałogu
Na co dzień, jak wynika z relacji świadków, w mieszkaniu zajmowanym przez Zbigniewa T. był „jeden wielki klub alkoholika”. Pojawiające się w nim raz na jakiś czas dzieci zmarłego nie kryły niezadowolenia z tego faktu, zdarzało się im wypraszać Marcina W. z mieszkania, gdyż dostrzegały, że ta znajomość może tylko pogłębiać chorobę alkoholową ojca. Poszukiwanie dna w butelce ewidentnie marnowało życie Zbigniewa, dawniej był to bowiem – jak określiła cioteczna siostra żony zmarłego –„wojskowy człowiek”. W krótkim czasie przed śmiercią Zbigniew zaciągnął dwa kredyty. Tydzień przed zgonem w rozmowie z rodziną swojej żony przyznał, że Marcin W. bywa wobec niego agresywny.  Syn zaobserwował u Zbigniewa siniaki, chciał nawet zamontować kamerę w mieszkaniu, ale nie zdążył…

Znalazł schronienie. Zabił, bo nie opanował agresji?
Jak wyglądały relacje oskarżonego i jego potencjalnej ofiary? – Mieszkałem u niego od 15 dni, robiłem zakupy i gotowałem obiady, piliśmy razem – zeznawał Marcin W. 17 października pomógł poniewierającemu się na korytarzu współlokatorowi wejść do mieszkania. Jeszcze pili. – Jak wstawał z fotela, łupnął, wywracał się. Gdy wrzucałem go na łóżko, żył jeszcze. (…) Potem dałem mu z plaskacza. Zobaczyłem, że nie ma tętna. (…) Byłem bardzo pijany, może złapałem go za tę szyję, nie pamiętam. Nie klękałem na nim i nie dusiłem go  - tłumaczył oskarżony. Nie wie też, skąd na jego ubraniu pojawiła się krew. Twierdzi, że rano próbował obudzić Zbigniewa, by ten wypił lufę, ale kompan był zimny i nie ruszał się, więc wezwał pogotowie.

(MT, Fot. AS)
REKLAMA

Komentarze (1)

ABCABC

3 0

Ile mniej by nieszczęść było gdyby nie wódka... 13:32, 16.03.2017

Odpowiedzi:0
Odpowiedz

© zyciesiedleckie.pl | Prawa zastrzeżone | 2017