Finansowa zemsta na radnych PiS za wyjście z sali chyba się nie udała…

22:11, 04.12.2017 | BG
REKLAMA
Skomentuj

Przewodniczący Rady Powiatu Sokołowskiego Jarosław Puścion na sesji 4 grudnia poinformował, że radnym PiS, którzy opuścili w listopadzie obrady w proteście przeciwko sposobowi procedowania zostanie potrącone 30 proc. diety. – Nie jesteśmy przywiązani do pieniędzy. Owe 70 proc. które nam pozostawiono przekażemy na cel charytatywny, ale zastanowimy się także  nad środkami prawnymi, które mogłyby spowodować by odebrane nam 30 proc. też poszło na konto potrzebujących – zapowiada szef klubu PiS Jacek Odziemczyk.

Przypomnijmy, że 20 listopada radni opozycyjnego klubu PiS opuścili sesję powiatową, gdy trwała dyskusja nad 13. punktem. 

Nie mogli zadać pytań
Zaprotestowali w ten sposób przeciwko ograniczaniu dyskusji przez przewodniczącego rady Jarosława Puściona. Zajmowano się wtedy planem naprawczym dla zadłużonego szpitala, opozycja chciała zadać kolejne pytania jego autorce, dyrektor SP ZOZ Ewie Wojciechowskiej, ale szef rady to uniemożliwił i zarządził głosowanie. Radni PiS przebywali jeszcze przez jakiś czas na sali, jednak po krótkiej naradzie oświadczyli, że protestują przeciwko zamykaniu im ust w tak ważnych dla powiatu sprawach i opuścili obrady. Radni koalicyjni pozostałe punkty rozpatrywali już sami.

Na sesji nadzwyczajnej 4 grudnia okazało się, że ta decyzja ma konsekwencje finansowe. Na wniosek przewodniczącego rady Jarosława Puściona, radnym, którzy wyszli z sali odebrano 30 proc. diety za listopadową sesję. Powołano się na przepisy ustawy o samorządzie powiatowym i zapis, że „radny jest obowiązany brać udział w pracach rady”. – To była moja i wyłącznie moja decyzja – oświadczył Jarosław Puścion.

- Nikt z nas chyba nie przyszedł do rady dla paru złotych diety, tylko żeby podejmować mądre i dobre uchwały dla mieszkańców powiatu sokołowskiego – oświadczył radny Zdzisław Żochowski. – Pan przewodniczący w ostatnim czasie źle nas traktuje, nie udziela nam głosu i taki był nasz odruch. Nie powinien pan przewodniczący z panem starostą dalej tego drążyć, tylko dalej pracować i szukać najlepszych rozwiązań dla powiatu.

Odkrył 11-letni błąd
Radny PiS Bogdan Czarnocki wyłapał jednak  szybko, że decyzja przewodniczącego ma błędy. Jako podstawę prawną wskazano bowiem paragraf, którego nie ma w statucie powiatu.  Przewodniczący ogłosił krótką przerwę, a po niej głos zabrał radca prawny starostwa Witold Kosowski. Przyznał on, że w statucie jest błąd techniczny i źle ponumerowano punkty w paragrafie. Ale uznał to za zwykłą „omyłkę pisarską”. 
Jak podkreślił Jacek Odziemczyk,  błąd wychwycono po… 11 latach obowiązywania dokumentu. 

Byli, głosowali, ale…
Dyskusja trwała dalej, bo z zapisu w statucie wynika, że potrącenie następuje w przypadku „nieobecności radnego na sesji”. Tymczasem cała ósemka radnych stawiła się na posiedzenie i uczestniczyła w nim aż do 13 punktu. 
- Pan przewodniczący uważa, że grupa radnych w tym posiedzeniu nie uczestniczyła. A jaki będzie zapis w protokole z tej sesji? Przecież braliśmy udział w części głosowań – podkreślił. – Nie można mówić, że nie było nas na sesji.
- W jakim przedziale czasu radny powinien być na komisji, czy sesji? Ile trzeba być, żeby to zostało uznane na obecność? To nie jest przecież jasno określone – pytał radny Bogdan Czarnocki.
- Bo takiej sytuacji przez trzy lata w radzie nie było – odparł przewodniczący. 
- W imieniu swoim i wszystkich radnych, którzy opuścili salę: państwa Ryszarda Domańskiego, Mariana Kocia, Ewy Kraski, Teresy Dąbrowskiej, Bogdana Czarnockiego, Sławomira Wróblewskiego i Zdzisława Żochowskiego deklarujemy, że będziemy współpracować tam, gdzie uważamy to za słuszne i z pożytkiem dla powiatu – mówił radny Odziemczyk. – Ale w sprawach, które uważamy za niewłaściwe, nie będziemy milczeli, będziemy pytali  - dodał. W kuluarach radni podkreślali, że ustawa o samorządzie powiatowym stanowi, że potwierdzeniem udziału radnego w obradach jest podpisanie listy obecności – co opozycyjna ósemka 20 listopada zrobiła.

Pieniądze nie są najważniejsze
Ale w tej sprawie ciąg dalszy nastąpił.

- Już po sesji radni z klubu PiS zdecydowali, że przekażą swoje zmniejszone diety na cel charytatywny. Zastanowimy się jeszcze, kogo dokładnie wesprzeć. Pieniądze z diet, to nie jest główny cel naszego zasiadania w radzie – mówi Jacek Odziemczyk. – Z drugiej strony, nie możemy zgodzić się na to, że taką specyficzną metodę karania finansowego zastosowano wobec radnych, którzy zaprotestowali przeciwko ograniczaniu dyskusji nad kluczowym dla mieszkańców tematem: przyszłością naszego SP ZOZ. Nie dano nam bowiem szansy zapytać pani dyrektor np. o kwestię łączenia szpitali sokołowskiego i węgrowskiego, o której wspomniała w planie naprawczym. Zastanowimy się także  nad środkami prawnymi, które mogłyby spowodować  podważenie decyzji  przewodniczącego o zmniejszeniu nam diet. A jeśli da to efekt, to te 30 proc. także przeznaczone zostanie na cel charytatywny – podkreśla.

(BG)
REKLAMA

Komentarze (2)

JaJa

4 1

Jest to dla mnie niezrozumiałe, porządek każdej sesji przewiduje pytania i wnioski. Jeśli radni nie zostali dopuszczeni do głosu, jest to naruszenie procedury, jaka obowiązuje na sesji. 07:04, 05.12.2017

Odpowiedzi:1
Odpowiedz

JaJa

1 0

Polecam art. http://www.sejm.gov.pl/sejm7.nsf/InterpelacjaTresc.xsp?key=7F125D56
19:53, 05.12.2017


© zyciesiedleckie.pl | Prawa zastrzeżone | 2017